poniedziałek, 10 lipca 2017

Pleciony dekolt

Od dłuższego czasu próbuję swoich sił w szyciu sukienek. Słusznie zauważył mój przyjaciel, że wszystkie są w podobnym stylu. O, zgrozo! Ma rację. Każda z nich jest prosta bez wcięcia w talii. Wtedy postanowiłam, że ta będzie ostatnią w tym roku. Najnowszy model prostej zamieszczam poniżej na Dianie i na mnie.
 

Wykrój znalazłam w Burdzie 4/2017, model nr 110. Zauroczyła mnie pleciona mozaika na dekolcie. Bardzo szybko kupiłam bawełnę w krzykliwe kolorowe wzory, by jak najwierniej naśladowała model prezentowany w magazynie.
Pomimo prostego kroju, model nie jest prosty do uszycia. Plecionka wymaga dużego zasobu czasu i cierpliwości. Cienki materiał zaś był dla mnie bardzo trudny do ujarzmienia.

Lekcję pierwszą odebrałam, gdy zszyłam niedokładnie górne plisy dekoltu. Byłam zmuszona zacząć pracę nad tym fragmentem od nowa, gdyż krzywo wycięte plisy z materiału nie dało się zszyć tak, by wpasowywał się w pomocniczy papierowy szablon. Pomimo poprawy, idealnie mi nie wyszło.

Lekcję drugą - zupełna amatorszczyzna - nie obrzuciłam ściegiem overlokowym kieszeni i potem musiałam to nadrabiać.

Mam nadzieję, że pisząc o tym, zakoduję w głowie te treści:)

Podsumowując, sukienka jest bardzo wdzięczna, prosta, acz interesująca. Dużo się dzieje zarówno na tkaninie jak i na dekolcie. Jedynym minusem, jaki zauważyłam to fakt, że przy podnoszeniu rąk, cała sukienka unosi się do góry - przyczyną jest bardzo rozłożony dekolt na ramionach.
Pomimo tej małej niedogodności, uważam ją za udany produkt i marzę, by choć raz ubrać ją w tegoroczne lato, które pogodowo nas nie rozpieszcza:)

      

środa, 20 lipca 2016

wpis letni #1

Słońce, morze, kolorowe ubrania – tak kojarzą mi się wakacje. Kiedy otwieram szafkę z konfekcją letnią uśmiecham się sama do siebie. Zmęczona uwielbianymi jesienią i zimą stonowanymi kolorami jak głęboki granat czy szmaragdowy, potrzebuję trochę szaleństwa, lekkości i zwiewności.
Właśnie wróciłam z urlopu w Hiszpanii. Moda tam ma się trochę inaczej niż w naszym chłodniejszym kraju. To, co mnie zawsze urzeka to przede wszystkim luźne fasony, krótkie szorty oraz drukowane tkaniny we wzory: drobne, kolorowe, kontrastowe. Rzadko zdarza mi się widzieć u nas w kraju panie w sukniach, w których przeplata się wzór koloru świeżej trawy z ciemnoniebieskim o żółtym czy pomarańczowym wykończeniu. U nas malinowy kolor występuje w konfekcji aż do znudzenia, u nich – prawie nie używany. Uwielbiam tę różnorodność i mocne zderzenie z odmienną kulturą. Dużo osób w Hiszpanii, zwłaszcza młodych, stawia na bycie modnym. Chłopcy i młodzi fajni faceci noszą obcisłe w łydkach spodnie dżinsowe, luźne, często wygniecione koszule, a o ich fantazyjne fryzury dba regularnie peluquero (fryzjer), którego można znaleźć niemal za każdym rogiem ulicy.

Pomimo mojego uwielbienia do mody, szycia, wymyślania, wyszukiwania krojów, strojów w głowie, w systemie, gazetach etc. obawiam się, że stwierdzenie wypowiedziane przez Barbara Hoff na temat mody: „teraz to już tylko komercja” jest bardzo prawdziwe. Szczerze polecam z nią wywiad z sobotniego wydania Gazety Wyborczej (http://wyborcza.pl/magazyn/1,153663,20408370,barbara-hoff-nikt-nie-mowil-ale-sukces-tylko-zrob-cos.html?disableRedirects=true).